Króla Solomona zaskoczył kiedyś wielki upał. Gdy myślał już, że przyszedł czas rozstać się z tym światem, nadleciało stado Dudków i roztoczyło nad nim zbawienny cień. Solomon z wdzięczności podarował ptakom złote korony. Ale, że ludzie, jak to ludzie, zaczęli zabijać Dudki dla złota, skromne ptaki, żeby nie urazić wielkiego króla, poprosiły o pierzaste czubki zamiast złotych koron...

Cokolwiek wydarzyło się tamtego dnia na pustyni, Dudek, to ptak legenda. Bo któż nie słyszał o Dudku i jego czubku? A ten kto go zobaczy – nie może się w nim nie zakochać. Bo jak oprzeć się wrażliwcowi, który na każde zdarzenie lub najmniejsze emocje reaguje rozkładając lub składając swój kolorowy czubek?

Jak nie rozczulić się na widok ptaka, który w locie wygląda niezdarnie niczym gigantyczny motyl? (A na zimę w tym samym stylu leci do Afryki – i z powrotem!)

Jak nie polubić gościa, który z anielską cierpliwością godzinami uczy swoje, delikatnie mówiąc, rozkojarzone dzieci, jak i gdzie szukać soczystych robaków?

Jak wreszcie nie chcieć zagubić się wśród tych pasów czerni, bieli i pomarańczy?… Sami rozumiecie, że nie mogło zabraknąć Dudka w naszej sklepowej kolekcji!

Nie powinno nam przeszkadzać, że młode Dudki przed intruzami i drapieżnikami bronią się śmierdzącą wydaliną. Cuchnie tak okrutnie, że nikt o zdrowych zmysłach, pokryty sierścią czy piórami, nie odważy się zaatakować dudkowej dziupli, nory lub innej kryjówki.

Dudek to też kolejny ptak, który woła swoje imię – niemal we wszystkich językach. Po czesku – zupełnie jak po polsku, po angielsku – Hoopoe,  po estońsku Toonetutt, po francusku – Huppe, po portugalsku – Poupa, po rosyjsku – Удо́д, po łacinie Upupa…

Najlepszy dowód na to, ze ptaki łączą ludzi! Kultury, kraje i całe kontynenty.

A było to tak: Dawno, dawno temu Dudek wybrał się ze swoim przyjacielem Dzięciołem za morze w poszukiwaniu nowych lądów. Lecieli już wiele godzin, a może dni i wciąż żadnej ziemi na horyzoncie. Znużony dzięcioł zaczął zasypiać i już prawie porwały go morskie fale, gdy w ostatniej chwili Dudek krzyknął du-du-du!... (A  może brzmiało to bardziej jak hoop-hoop albo upa – upa?) Od tamtej chwili, aż do końca podróży trzymał oko na swoim towarzyszu i powtarzał swoje zawołanie za każdym razem gdy ten niebezpiecznie zbliżał się do wody. Gdy wreszcie dolecieli na ląd, wdzięczny za uratowanie mu życia Dzięcioł wykuł Dudkowi w drzewie piękny dom… I tak zostało do dzisiaj - Dzięcioły robią Dudkom dziuple, a Dudki du-du-du…

Po polsku każdej wiosny i lata nawołuje się u nas 10-15 tysięcy par Dudków.