Artykuł dotyczący porad dla tych, którzy swoją przygodę z ptakami dopiero zaczynają zakończyłem dosyć lakonicznym stwierdzeniem, że „ptaki są wszędzie”. Z jednej strony to prawda, z drugiej…

Dlatego teraz spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytania gdzie (i kiedy) na ptaki chodzić?

 

Miejsce ma znaczenie

Zacznijmy od tego, że ptaki można obserwować nie tylko w dolinie Biebrzy, Białowieskim Parku Narodowym i w Ujściu Wisły. Wystarczy wybrać się do miejskiego parku. Najlepiej takiego „nieuporządkowanego” z dużą ilością krzewów i starych dziuplastych drzew. Przy odrobinie szczęścia spotkamy tam kilkadziesiąt gatunków ptaków od Wróbli i Mazurków, przez Kowaliki, Pełzacze (leśne i ogrodowe, bo jak pokazuje praktyka nie można się sugerować nazwami tych gatunków), Kosy, Kwiczoły, Grzywacze, po Szpaki, Bogatki, Modraszki, Pleszki, Kopciuszki i Dzięcioły (duże, średnie, małe, zielone, zielonosiwe). Nie można oczywiście zapomnieć o Wronie siwej, Kawce, Gawronie, Sójce i Sroce.  A to nie koniec listy! Szczęściarze spotkają w miejskich parkach Puszczyki, Uszatki i Krogulce.

 Kolejną fajną, ptasią miejscówką są wszelkiego rodzaju rzeki, potoki, jeziora i stawy. Tutaj prawie na pewno spotkamy Krzyżówki, Łyski, Kokoszki wodne, Czaple siwe, Kormorany, Śmieszki i Mewy srebrzyste. W trakcie migracji na miejskim stawie może usiąść dosłownie wszystko. Jest szansa „trafić” takie rarytasy jak: Gęgawę, Gęś tundrową, Berniklę białolicą, Cyrankę, Czernicą, Gągoła, Nurogęś czy Bielaczka.

Niedocenianym często miejscem w mieście są ugory. Zwykle mniej lub bardziej zarośnięte głogiem i  tarniną są domem Gąsiorka, Srokosza, Derkacza i Kuropatwy.

Na koniec nie możemy zapomnieć o budynkach w mieście. To nie są tylko nasze domy. Gniazda budują tam Pustułki, Jerzyki, Oknówki, Wróble i Mazurki.

A poza miastem?

W zasadzie każdy typ siedliska ma coś do zaoferowania. Na pewno warto wybrać się nad rzekę lub jezioro. Zajrzeć na pobliskie mokradło/bagno (jeśli mamy szczęście mieć je w okolicy). Wyprawa do lasu, o ile nie jest to plantacja sosny często nazywana „lasem”, też może przynieść ciekawe obserwacje. Do wyboru, do koloru 😉. W zasadzie każdy rodzaj terenu może pozytywnie zaskoczyć. Grunty orne i uprawy są przez większość roku mało atrakcyjne ptasio. Nie warto ich jednak całkowicie skreślać. Wczesną wiosną (luty, marzec) i późną jesienią (listopad) możemy tam spotkać duże stada Żurawi, Gęsi, Łabędzi, Czajek, Siewnic i Siewek złotych.

 

Pora roku ma znaczenie

To taka trochę „oczywista oczywistość”, ale warto o tym wspomnieć. W tym samym miejscu np. w miejskim parku przez cały rok będzie towarzyszył nam „stały zestaw ptaków”. To te gatunki, które są osiadłe (Wróbel, Kowalik) lub te, które migrują na niewielkie odległości (Bogatki, Modraszki). W tym ostatnim przypadku wynika to z tego, że ptaki u nas lęgowe na zimę przenoszą się na zachód i południe w cieplejsze rejony Europy. Do nas z kolei przylatują ptaki z północy i wschodu. Często więc zdarza się, że Bogatki są obecne w parku przez cały rok, ale latem i zimą są to inne ptaki.

Większość gatunków jednak migruje do „ciepłych krajów” dlatego zimą nie zobaczymy w naszym parku Muchołówek i Pleszek. Zastąpią je za to Gawrony, Jemiołuszki i Gile, które spędzają u nas zimę.

Zdecydowanie najgorsza pora roku na obserwacje ptaków to lato. Ptaki już nie śpiewają, w większości odchowały młode, więc jakby znikają z krajobrazu. Wyjątkiem są tu oczywiście śmigające po miastach Jerzyki, a po polach stada Szpaków. Ale poza tym jest nudno. Kaczki i inne ptaki wodne chowają się w trzcinach i wymieniają pióra szykując się do nowego sezonu lęgowego (kaczki łączą się w pary już późną jesienią, dlatego to właśnie jesienią samce muszą wyglądać najlepiej).

Ptasi świat ożywa pod koniec sierpnia kiedy rusza jesienna migracja ptaków. Na niebie widać wtedy ciągnące klucze Żurawi i Gęsi. Lecą też ptaki szponiaste (Myszołowy, Kanie, Orliki i inne). Bociany sejmikują, a „po krzakach” kotłują się wszelkiej maści „maluchy”. To doskonały moment, żeby wyskoczyć nad morze, popatrzeć na migrujące Biegusy, Sieweczki i Brodźce. Atrakcji na pewno nie brakuje.

Zima to kolejny okres wyciszenia, ale jednak dużo ciekawszy, niż lato. Szczególnie, że zimowe dni możemy łatwo uatrakcyjnić wystawiając karmnik, który w pewnością szybko przyciągnie rzeszę stałych fanów. To właśnie wtedy najłatwiej jest zobaczyć Grubodzioba, Dzwońca, Czyża, Szczygła, czy Jera. Warto wybrać się też nad wodę, szczególnie taką niezamarzającą, gdzie  zwykle gromadzą się duże stada ptaków. No i oczywiście morze. Na falach rządzą wtedy przybysze z dalekiej północy: Lodówki, Uhle, Markaczki, Edredony i Łabędzie krzykliwe. Czasem trafią się Alki i Nury.

Prawdziwe szaleństwo czeka na nas wiosną, kiedy ptaki przystępują do lęgów. Wszędzie słychać rozmaite śpiewy ptaków. Na bezlistnych jeszcze drzewach bez trudu wypatrzeć można niewielkiego nawet Piecuszka, czy Pierwiosnka.

 

Pora dnia (też) ma znaczenie

Planując wypad na ptaki, szczególnie wiosną i latem, warto pamiętać, że ptaki są najaktywniejsze mniej więcej godzinę przed i po wschodzie i zachodzie słońca. Im robi się cieplej w ciągu dnia, tym gorzej z ptakami. Dlatego (niestety dla śpiochów) wiosną i latem na ptaki chodzi się, jak wszyscy jeszcze smacznie śpią. Nie znaczy to oczywiście, że o 10-11 nie spotkamy żadnych ptaków, ale prawie na pewno zobaczymy i usłyszymy 30-40% tego co o 5-6 rano. Jakimś wyjściem z sytuacji jest wieczór i zmierzch, które pozwalają pospać i pooglądać ptaki.

Jesienią i zimą godzina obserwacji nie ma już takiego znaczenia, pomijając oczywiście fakt, że o 5 i 17 panują wtedy egipskie ciemności. Nie ma co jednak przesadnie zrywać się z łóżka i gnać w teren o 7 rano.

 

Na pogodę nie ma rady

Tu zasada jest prosta. Każdy opad czy to śniegu, czy deszczu mówi zostań w domu. Przyjemność z moknięcia żadna i dla nas i dla ptaków. Podobnie gdy mocno wieje. Ptaki wtedy chronią się i raczej ciężko je będzie zobaczyć. Wyjątek stanowią jesienne i zimowe sztormy. Wtedy faktycznie wieje ostro, ale jest duża szansa na wypatrzenie nad morzem ciekawych gatunków, które przywieje do brzegu. Umówmy się, że to raczej sport ekstremalny dla grupki „wariatów”, niż sposób na spędzenia weekendu dla większości z nas 😉.

 

Z celem czy bez?

W chodzeniu na ptaki mamy zasadniczo dwa podejście. Albo przysłowiowo „idziemy, gdzie nas oczy poniosą” i obserwujemy przy okazji ptaki, albo nastawiamy się na konkretny gatunek, który chcemy zobaczyć. Na początku zwykle wybieramy tą pierwszą opcję, bo każda obserwacja i każdy gatunek sprawia frajdę. Z czasem pospolite gatunki się nam opatrzą i chcemy czegoś nowego, czegoś ekstra. Gatunku, którego jeszcze nie widzieliśmy. Skrajnym przykładem tego podejścia jest tzw. twitching, który polega na „zaliczaniu” kolejnych gatunków na liście ptaków. Ekstremum to sytuacja, w której jedziemy na drugi koniec Polski, żeby zaliczyć Sowę Jarzębatą, czy inną Czajkę szponiastą.

Jakiekolwiek podejście wybierzemy pamiętajmy o balansie. Obserwacja ptaków ma przede wszystkim sprawiać przyjemność. Sam ostatnio złapałem się na tym, że popadłem w lekką obsesję. Dosyć regularnie chodziłem na ptaki na Opływ Motławy w Gdańsku. Obserwowałem kolonię Brzegówek, liczyłem rodziny Łysek i Kokoszek wodnych. Patrzyłem jak rosną „brzydkie kaczątka” i jak zgrabnie polują Rybitwy rzeczne. A potem gruchnęła wieść, że na Opływie jest Bączek. Może to nie super rarytas, ale jednak w środku miasta to coś. Ciśnienie podniósł mi kolega, któremu udało się zrobić mu zdjęcie. Jak jemu się udało, to mi też powinno. Zafiksowałem się na tym Bączku. Jerzyki śmigają nad głową – fajnie. Trzciniaki drą się w trzcinach – ok. Pustułki polują na Bastionach – nieźle, ale ten Bączek… No i tak mi zeszło kilka, bezowocnych oczywiście wizyt. I jakoś to chodzenie na ptaki straciło na atrakcyjności. No i puknąłem się wreszcie w głowę i „wróciłem” na stare tory. Patrzę jak Łyski karmią pisklęta Grążelami. Jak Kormorany suszą skrzydła po udanym polowaniu i jest ok. A Bączek jak się zdarzy, to się zdarzy 😉

 

Nie wszystko wszędzie

Może to kolejny banał, ale mimo wszystko. Polska to duży kraj, zróżnicowany pod względem przyrodniczym. Mamy w zasadzie cały przekrój od gór, przez tereny rolnicze, doliny rzeczne, jeziora, po morze. Inny klimat mamy na ścianie zachodniej, inny na wschodniej. A co za tym idzie w różnych zakątkach kraju żyją gatunki, których nie spotkamy gdzie indziej. Oczywiście większość gatunków pojawia się w całym kraju, ale jednak różnice są. Ślązacy i Krakusy, żeby zobaczyć Uhlę i Edredona muszą wybrać się zimą nad morze. A ptasiarze z Gdańska i Szczecina pojechać w Bieszczady, żeby usłyszeć Puszczyka uralskiego. Gęsi najlepiej obserwować zimą w Ujściu Warty, a Bataliony wiosną nad Biebrzą. Warto wziąć na to poprawkę i nie szukać nadaremno Kraski w Wielkopolsce, Biegusów zmiennych w Karkonoszach, a Pomurników na Podlasiu 😉.