Na początku był… Wróbel! Z archiwistycznego punktu widzenia niemal dosłownie. Był jednym z pierwszych, których Mistrz Linneusz, ojciec systematyki, opisał i którem nadał  tzw. nazwę gatunkową. Był to rok 1758. Początkowo nazwa ta brzmiała Fringilla domestica, ale bardzo szybko przemianowano ją na Passer domesticus. I słusznie! Bo Passer po łacinie oznacza małego, aktywnego ptaszka. Domesticus - po prostu domowy. I tak już zostało – praktycznie we wszystkich  językach.

 

Pomimo, że taki domowy, Wróbel jest u nas tzw. gatunkiem obcym. Podobnie zresztą jak w całej Europie i… na całej niemal Ziemi. W czasach Linneusza Wróble dopiero co się osiedliły na naszym kontynencie. W inne części świata zabierali je ze sobą sentymentalni europejscy emigranci. Ptaki często podróżowały na gapę – wskakiwały na promy i statki, do dalekobieżnych pociągów, do samolotów. W niedługim czasie podbiły całą Ziemię i są dzisiaj ptakami o największym zasięgu występowania. Niezły wynik jak na kogoś, kto jest bardzo słabym lotnikiem, a kilkadziesiąt minut unoszenia się w powietrzu może go zabić. Wróbel Domowy nie zadomowił się jedynie na Grenlandii. (W końcu wszystko ma swoje granice!) Nie ma go też w lasach deszczowych (oczywiście nie licząc wielkich miast, które wśród takowych się zdarzają), na wielkich pustyniach (poza zamieszkałymi oazami) oraz w strefie wiecznych śniegów.

 

A wszystko zaczęło się najprawdopodobniej jakieś 10 000 lat temu na południowych peryferiach Azji Mniejszej, skąd pochodzą przodkowie dzisiejszych mieszczuchów-zdobywców i kosmopolitów. Tam i wtedy Wróble postanowiły przyłączyć się do ludzi i rozprzestrzeniać się razem z nimi. Poza szczątkową, rdzenną populacją, Wróble mieszkają dzisiaj tam, gdzie my i w tym względzie nie mają sobie równych wśród ptaków. O ile nikogo nie dziwi widok Wróbli i ich gniazd w stodołach, magazynach, czy wybiegach dla lwów (czy można chcieć lepszej ochrony?!), o tyle wrażenie robią ptaki gnieżdżące się na pracujących na morzu statkach lub w kopalniach. W angielskim Yorkshire przez kilka lat utrzymywała się mała kolonia na głębokości 640m! W tym samym czasie ich ziomkowie zbierają okruchy – albo bardziej po miejsku: zajadają się lodami, frytkami i hamburgerami na punkcie widokowym, na szczycie nowojorskiego Empire State Building. Jeszcze inne ptaki czekają na dworcach na dalekobieżne pociągi. Tym razem nie wybierają się w świat, a jedynie czekają na przesyłkę ze świata – tysiące martwych owadów, które oklejają czoła pociągów.

 

Wróbel to też (obok niektórych przepiórek) najszybciej rozmnażający się ptak. Młode pokolenie jest fizjologicznie gotowe do założenia rodziny, gdy ma zaledwie niewiele ponad pół roku. Zwykle jednak bez sukcesu – ten przychodzi z wiekiem i doświadczeniem. Wróble wiążą się w stałe pary. Samce są bardzo zaborcze i pilnują swoich wybranek. Mimo to, około 15% piskląt w gniazdach ma innych tatusiów niż ich rodzeństwo. Samce czasami próbują szczęścia na boku i wiążą się z inną  samiczką. Gdy to się wyda, na scenę wkracza pierwsza żona i zwykle skutecznie radzi sobie z konkurentką – na przykład niszcząc jej gniazdo i lęg.

 

Lepszą strategią dla Wróbli stanu wolnego wydaje rola pomagających - w utrzymaniu gniazda oraz wychowywaniu piskląt. W końcu nic nie trwa wiecznie i jeśli któremuś z partnerów coś się stanie, wówczas będzie można zająć jego lub jej miejsce. Wybierając tę strategie Wróble muszą jednak pamiętać, że roczna przeżywalność dorosłych, jak na tak małe ptaki, jest całkiem wysoka i wynosi 45-65% (młodych tylko 20–25%). Najstarszy znany dziki Wróbel był Duńczykiem i przeżył 19 lat i 9 miesięcy. Inny ptak w niewoli - 23 lata.

 

Znane ze swojego wielkiego seksualnego temperamentu Wróble były ptakami Afrodyty, starogreckiej bogini miłości. Później ten temperament ściągnął na nie gniew chrześcijańskich kaznodziejów, którzy kazali wiernym tępić pierzastych rozpustników. Mimo to, jeszcze całkiem niedawno, Wróble podawano jako afrodyzjaki. Zresztą do dzisiaj są zjadane, tak w Azji, jak w południowej Europie, dokąd są nielegalnie przemycane. W okresie przed pierwszą wojną światową Wróble były masowo zabijane jako szkodniki, a za każdego martwego (wystarczyła głowa lub para nóg), wypacano specjalną premię.

 

Temat rzekomych szkód wyrządzanych przez Wróble powrócił w roku 1958 w Chinach. Wówczas Mao Zedong w ramach Wielkiego Skoku Naprzód nakazał zniszczyć wszelkie tradycyjne maszyny i narzędzia rolnicze. W efekcie załamała się produkcja rolna. Mao obwinił za to Wróble, które rzekomo zjadały plony. Kazał więc swojemu ludowi zabić wszystkie Wróble. A ponieważ ptaków było mniej niż prześladujących je obywateli – stało się! Zginęły niemal wszystkie Wróble – i wiele innych drobnych ptaków. Już następnego roku chińskie uprawy zostały praktycznie w całości pochłonięte przez szarańczaki, które pozbawione naturalnej kontroli mnożyły się bez ograniczeń. W wielkim kraju zapanowała trzyletnia klęska głodu, która zabiła ponad 30 milionów ludzi.

 

Dawno temu, znudzeni perscy królowie układali Wróble do polowania na motyle. Nie tak dawno imię Wróbla przybrała legendarna szansonistka Edith Piaf (tak paryżanie nazywali swoje Wróble) oraz nie mniej legendarny Jack Sparrow z Karaibów… O Wróblach można byłoby w nieskończoność. Sami widzicie, że nie mogło ich zabraknąć na naszych koszulkach, torbach i kubkach!

 

W ciągu ostatnich 20 lat liczba Wróbli w Europie spadała miejscami do zera. Nasze miasta pozbawiane w wielkim tempie drzew, zakrzaczeń i terenów zielonych stawiają Polskę na czele smutnego rankingu. Pozostaje jeszcze brak miejsc na gniazda w  następstwie prac dociepleniowych i remontów elewacji. Ten problem rozwiązałyby odpowiednie budki lęgowe. Ale jak rozwiązać problem dobrej woli oraz wiedzy decydentów, urzędników i Kowalskich?

 

W dniu 20 marca obchodzimy Światowy Dzień Wróbla. Wszystkiego najlepszego!